Archive for lipiec, 2008

Zamiast biletu rozsyłany jest wirus

Linie lotnicze5
Klienci kilku amerykański linii lotniczych otrzymali niedawno ostrzeżenia przed otwieraniem fałszywych e-maili podszywających się pod system rezerwacji biletów. W załącznikach rozsyłane są wirusy.

Do klientów wysyłany jest e-mail, na pierwszy rzut oka wyglądający jako automatyczna wiadomość wygenerowana przez system sprzedaży biletów lotniczych. Można w nim przeczytać, że konto odbiorcy zostało obciążone za ostatni lot kwotą ok. 400 dolarów i że szczegółowe informacje na ten temat znaleźć można w załączniku.

Otwarcie załącznika kończy się zainstalowaniem na komputerze klienta konia trojańskiego o nazwie Spy-Agent.bw lub Infostealer.Monstres. Programy szpiegujące mogą przechwytywać dane z twardego dysku, a nawet odczytywać znaki wprowadzane na klawiaturze. 

Linie lotnicze, pod które podszywa się fałszywa informacja, ostrzegły swoich klientów, by od razu kasowały tego rodzaju e-maile.

Na podstawie SecurityStandard.pl 

/KY/

Wiecej o Linie lotnicze5 >>>

Piloci LOTu chcą urlopów

PLL LOT
Strajk pilotów Lufthansy utrudnił życie wielu pasażerom na niemieckich lotniskach. Niebawem może się okazać, że w ich ślad pójdą ich polscy koledzy. Piloci LOTu domagają się m.in. zaległych urlopów.

Obecnie prowadzone są negocjacje między związkami zawodowymi a zarządem PLL LOT. Piloci twierdzą, że nawet 90 proc. z nich ma w sumie do wykorzystania kilkanaście tysięcy dni zaległych urlopów.  Zdarzają się przypadki, że piloci siadają za sterami częściej, niż określają to przepisy.

Eksperci uważają, że rozwiązaniem mogłoby być zwiększenie zatrudnienia. O tym jednak nie chcą słyszeć władze LOTu. Bywało, że pilot, któremu nie udzielono urlopu, skorzystał z urlopu na żądanie w dni, w którym miał lecieć. Przez to samolot nie wystartował, a przewoźnik musiał ponosić koszty odszkodowań dla pasażerów.

Wyniki negocjacji między związkowcami a zarządem mają być znane za kilka tygodni. W przypadku niepowodzenia rozmów, polskie lotniska czeka paraliż.

Na podstawie Dziennika Zachodniego

/KY/

Wiecej o PLL LOT >>>

Nie ma nic po lewej stronie…

Ryanair
“Kiedy już Ryanair będzie latać za Atlantyk, zrobię full wypas: łóżka i seks oralny w cenie biletu.” W 2006 roku linie Ryanair zwróciły się do słuchaczy Radia Maryja, którzy oddali swoje świadectwa NFI na ratowanie stoczni gdańskiej: 50 pierwszych osób, które przyznały, że czują się oszukane przez dyrektora stacji ojca Rydzyka, otrzymało dwuosobowe vouchery na dowolny lot z Polski. Wkrótce podobną ofertę otrzymali pracownicy LOT-u. W zamian za darmowe bilety mieli oświadczyć, że nie zgadzają się z polityką swojej firmy.

Na otwarciu trasy Dublin - Rzym prezes Ryanaira Michael O’Leary przebrał się za papieża i spacerował po rzymskim lotnisku z tablicą z napisem “Habemus najniższe ceny biletów”.

Największy dotąd skandal wywołało zdjęcie Jana Pawła II wyjawiającego czwartą tajemnicę fatimską. Brzmiała oczywiście: “Ryanair ma najniższe ceny”.

A ostatnio O’Leary zareklamował nową usługę “Beds and Blow jobs”, czyli miłość francuska w cenie biletu.

Anioł z biustem

Bilet jest rzeczywiście tani, zwłaszcza gdy rezerwujesz lot z dużym wyprzedzeniem. Za każdy bagaż płacisz jednak dodatkowo, a za nadbagaż nawet całkiem sporo. Potrącą ci także za możliwość uregulowania tych należności kartą. Na pokładzie ścisk jak w tramwaju, wąskie krzesełka bez regulowanego oparcia, nie ma nawet siatki na książkę z przodu. Bądź czujny, gdy stewardesa zaproponuje ci wodę czy gazetę. Za wszystko za-płacisz. Papierową torebkę na wypadek mdłości zabierz z domu. No i módl się, żeby nie było niespodzianek. Rozkład lotów zaplanowany jest na styk, należy więc liczyć się z opóźnieniem. Jeśli lot zostanie odwołany, zostajesz na lotnisku i nikt nie zaofiaruje ci nawet cukierka.

Rezerwacji dokonujesz w internecie. Gdy zrobisz błąd przy klikaniu, przepadło. Za każdą zmianę płacisz. Przykładowo za zmianę nazwiska pasażera 65 euro (dla porównania - w EasyJet 35). Gdy naciśniesz ikonę “rezerwuj” i nie dostajesz szybko potwierdzenia, nie działaj nerwowo. Ponowne kliknięcie może oznaczać, że otrzymasz rachunek za dwa bilety. A wykłócać się nie ma z kim. Na stronie Ryanaira nie znajdziesz żadnego numeru telefonu ani adresu.

Z takich to i innych drobiazgów Michael O’Leary wyczarował swój niezwykły sukces.

Został Europejskim Biznesmenem Roku 2001 według magazynu “Fortune”. Doczekał się już dwóch biografii. Jest jednym z najbogatszych mieszkańców Zielonej Wyspy. Jego majątek szacowany jest na 600 milionów euro.

Bo choć na portalach internetowych pełno wpisów pasażerów zaklinających się, że nigdy więcej nie polecą Ryanairem, i tak codziennie tłumy walą do samolotów z sylwetką żółtej anielicy, której, dla poprawy nastroju podróżujących, O’Leary kazał dorysować biust.

“Leciałam Ryanairem na rejs po Adriatyku. Na lotnisku we Włoszech okazało się, że cały mój bagaż z namiotem, ciepłym ubraniem, kaloszami zaginął. Roztrzęsiona, nie wiedząc, co ze sobą zrobić w obcej okolicy, spędziłam 24 godziny na przystanku autobusowym w cienkiej bluzce. Całą noc lało. Kiedy po 24 godzinach wróciłam przemoczona na lotnisko, okazało się, że nikt tak naprawdę nie szuka mojego bagażu i… poradzono mi dowiadywać się za kolejną dobę. Ponieważ po tym czasie moja wyprawa traciła sens, a ja miałam początki przeziębienia, poprosiłam, żeby odesłano mnie z powrotem do Anglii. Usłyszałam, że wpuszczą mnie na samolot do Londynu , gdy zapłacę 160 funtów za zmianę daty lotu. Moje wykupione wcześniej miejsce na podróż powrotną zostało zapewne sprzedane jeszcze raz. W ten sposób na zgubieniu mojego bagażu Ryanair zarobił 320 funtów”. Pasażerka, Anglia, z ryanaircampaig.com

Asceta

- Hi! - Michael O’Leary wita mnie radośnie. - Kawę czy herbatę, a może coś zimnego z automatu, ale to już odpłatnie.

- Ale kawa może być za darmo? - upewniam się.

- Kawa tak - potwierdza i po chwili wraca z dwoma kubkami.

Energiczny, miły czterdziestolatek, który nie może usiedzieć w miejscu. Mocny uścisk ręki, dżinsy, koszula w paski.

Spotykamy się w jedynym na świecie biurze Ryanaira, które znajduje się na lotnisku w Dublinie.

Zorganizowanie spotkania z panem O’Learym jego biuro prasowe uzależniło między innymi od określenia, jaką rangę będzie miał artykuł, i od podania nakładu naszego pisma. 700 tysięcy nakładu “Dużego Formatu” w poniedziałek oszacowano na 30 minut rozmowy. - Zawsze mówi 30, ale wcześniej niż po godzinie i tak pani nie wypuści - zapewniono mnie jednak na boku.

Skromny gabinet z widokiem na parkingi i kręte estakady, nad którymi co chwila przelatują samoloty, to miejsce, gdzie Michael O’Leary czuje się najlepiej i w którym w zasadzie przesiedział ostatnie 20 lat. Żeby zminimalizować czas spędzany poza biurem, postarał się o licencję taksówkarza. Dzięki temu przemyka 50 mil z domu w 20 minut, korzystając z pasa dla komunikacji publicznej.

- Leciałam wczoraj pierwszy raz Ryanairem i muszę powiedzieć, że byłam rozczarowana - zaczynam wywiad.

- Tak? - Michael marszczy brew.

- Nie było blow job.

- Cha, cha, cha, Kate! Blow job jest dopiero w planach, i to tylko na liniach transatlantyckich! Seks oralny w samolocie! - cieszy się jak dziecko. - Palnąłem tak na konferencji prasowej w Düsseldorfie i od razu zlatują się dziennikarze.

Prowokator

Zasada “palnąłem coś” jest tak naprawdę bardzo dobrze przemyślaną strategią reklamową. Chodzi o to, żeby narobić maksimum hałasu przy minimum kosztów. Wygłup na konferencji w Düsseldorfie obejrzało w ciągu pięciu dni 120 tysięcy internautów.

Podobnie O’Leary “palnął”, zapowiadając, że przejdzie się na golasa Marszałkowską, jeśli jego polski rywal LOT zrezygnuje z dopłat paliwowych.

W wywiadzie dla “Wall Street Journal” “wyrwało” mu się, że jego różnice zdań z Aer Rianta (państwowy kontroler ruchu powietrznego w Dublinie) najlepiej byłoby rozwiązać za pomocą semteksu (materiału wybuchowego, w przeszłości często używanego przez irlandzkich terrorystów). Aer Rianta kipiało z oburzenia, a ludzie O’Leary’ego liczyli, ile razy słowo Ryanair pojawiło się przy tej okazji w mediach.

Reklamy, za które trzeba zapłacić, są pomyślane tak, żeby pociągały za sobą bezpłatną kontynuację. Klasyczny przykład - reklama fatimska. Działa to tak: wykupujemy stosunkowo niedrogo pierwszą stronę dziennika “Irish Independent” i zamieszczamy na niej obrazek: Jan Paweł II pochyla się nad zakonnicą. Obok rysujemy dymek z tekstem: “Teraz wyjawię ci czwartą tajemnicę fatimską: ryanair.com ma najniższe ceny”, i czekamy.

Pierwszą darmową reklamę załatwia potępiające oświadczenie Kościoła rzymskokatolickiego.

Drugi krok robią zbulwersowane siostry zakonne z La Sagesse Convent w Sligo.

Następnie w tym samym duchu odzywa się ASA - brytyjska organizacja zajmująca się standardami w reklamie. A na koniec młody minister w irlandzkim rządzie, który publicznie domaga się dymisji O’Leary’ego, bo przynosi Irlandii wstyd na świecie.

- Reklama z papieżem spowodowała szum medialny, który można porównać z kampanią reklamową wartą jakieś 4-5 milionów dolarów - mówi były szef komunikacji Ryanaira.

Systematycznie na haczyk O’Leary’ego łapią się znane osobistości, których wizerunki Ryanair wykorzystuje bez pytania. Wytaczają Ryanairowi procesy, które ten z przyjemnością przegrywa, zwłaszcza że i tak nie kosztują zbyt wiele. Szwedzkiemu premierowi firma musiała wypłacić zaledwie kilka tysięcy euro, a prezydent Sarkozy za reklamę z Carlą Bruni mówiącą: “Z Ryanairem cała moja rodzina może przylecieć na mój ślub”, zadowolił się odszkodowaniem w wysokości symbolicznego euro.

Tu uznanie należy się naszemu ojcu Rydzykowi. Po promocji “inwestycja bez RYdZYKA” nie dał się sprowokować do żadnego komentarza.

Niesforny synek

- Kiedy już będziemy latać za ocean - snuje marzenia O’Leary - zrobię wyjątkowo dwie klasy w samolocie. Business class - full wypas: łóżka, seks oralny, cena 100 tysięcy dolarów - może uważasz, że nie będzie chętnych? Za to w ekonomicznej polecisz do USA za 10 euro.

- Masz jakieś tabu, jeśli chodzi o reklamę?

- Dla mnie ważne jest, czy coś jest śmieszne, czy nie. Trzeba by znaleźć temat, na który nie da się wymyślić nic śmiesznego. Czy w ogóle jest coś takiego? Pedofilia - rzuca po dłuższym namyśle.

- A spotkałeś w życiu jakąś reklamę, która by cię zniesmaczyła?

- Nie.

- Mówi ci coś nazwisko Rydzyk?

- Nic.

- Ojciec Rydzyk to bohater twojej najpopularniejszej reklamy w Polsce!

- Nie mam pojęcia. Ja nie wymyślam osobiście wszystkich reklam, mamy tu w zespole parę osób z różnych krajów, do których latamy.

- A jak odbierają cię w takim katolickim kraju jak Irlandia?

- Bez przesady. Irlandia już nie jest wcale taka katolicka.

- A twoja rodzina?

- O, to co innego. Mama dostaje szału za każdym razem, gdy tykam Kościół. Twierdzi, że pójdę do piekła. Po tym seksie oralnym się załamała. Naprawdę.

Kioskarz

Michael Mary O’Leary - drugie imię na cześć Najświętszej Maryi Panny - przyszedł na świat w 1961 roku w Dublinie, w ultrakatolickiej rodzinie. Prawie całe życie mieszka w pobliskim Mullingar.

Rodzina ma korzenie rolnicze, choć ojciec zajmował się głównie przemysłem tekstylnym. To wzbogacał się, to bankrutował, ale przekazał synowi pasję do biznesu.

Pani O’Leary to tradycyjna irlandzka matka zajmująca się domem, wychowująca sześcioro dzieci, pobożna i władcza.

Michael studiował biznes w jezuickim college’u dla chłopców. Uczniem był przeciętnym. Lubił sport, za to w najmniejszym nawet stopniu nie interesowały go nauki humanistyczne. “Nie mam nic po lewej stronie mózgu czy gdzie tam są te wszystkie artystyczne sprawy” - przytacza jego słowa w biografii Alan Ruddock.

W 1983 roku został doradcą podatkowym w firmie KPMG. - Nienawidziłem tej roboty - mówi mi. - Chciałem zarabiać pieniądze na własną rękę.

Rzucił posadę, kupił stary kiosk z gazetami i słodyczami. Otwierał go o siódmej rano i zamykał o 23. W Boże Narodzenie, kiedy wszystko było zamknięte, jego kiosk pracował na pełnych obrotach. Specjalnie na ten dzień zamówił większą partię towaru. Całą Wigilię siedział ze swoimi pracownikami - bratem i siostrą - i przebijał ceny na czekoladkach, bateryjkach i papierosach na trzykrotnie wyższe. Do świątecznego południa zarobił 14 tysięcy funtów. 14 razy więcej niż w normalny dzień.

To nie O’Leary jednak wymyślił tanie latanie. Twórcą Ryanaira był Tony Ryan, milioner, właściciel firmy GPA, która brała samoloty w leasing. Ideą Ryana było przeniesienie do Europy wzoru amerykańskiego, gdzie samolot dawno przestał być środkiem transportu dla elit. W 1985 roku, kiedy wystartował pierwszy samolot Ryanaira, w Irlandii latała tylko jedna rodzima linia Aer Lingus - elegancka, państwowa i droga. Jak konkurować z kimś, kto dostaje pieniądze od państwa i nie musi martwić się o zysk?

W pierwszym i drugim roku działalności Ryanair zanotował straty: 4 miliony i 5 milionów funtów. Tony’ego Ryana jednak było na to stać. Postanowił dać swojemu pomysłowi jeszcze jedną szansę. Michaela O’Leary’ego znał jako szkolnego kolegę swoich synów oraz rezolutnego księgowego, który udzielił mu kiedyś cennych wskazówek podatkowych. Zatrudnił go jako asystenta, który miał się przyjrzeć nowemu biznesowi i zorientować, czy coś da się z nim ewentualnie zrobić.

Zamiast pensji O’Leary poprosił o 5 procent od rocznego zysku Ryanaira, jeśli uda się takowy osiągnąć. Rozejrzał się po swoim nowym miejscu pracy i zaczął ciąć.

“Pewnego dnia wystartowaliśmy ze Stansted bez wody w samolocie. Nie było wody ani w toalecie, ani w zlewie, nigdzie. Inżynier dał nam tylko dodatkową gaśnicę na wypadek pożaru. Szef załogi poprosił mnie, żebym zachowała moją prywatną butelkę wody na wypadek, gdyby coś się stało. Tamtego dnia odbyliśmy w tych warunkach dwa loty”. Stewardesa, Anglia, ryan-be-fair.com

“Ryanair postanowił zlikwidować zasłony, które oddzielają kuchnie od kabiny i toalety. Teraz jesteśmy cały czas na widoku pasażerów. Siedzimy twarzą twarz z pierwszym rzędem i zjadamy kanapki tuż przy smrodzie z ubikacji”. Stewardesa, Niemcy

Ryanairowanie

- Mam złą wiadomość dla Polaków - Michael przybiera władczy wyraz twarzy. - Zawieszamy wyloty z Warszawy. Port im. Chopina zamyka terminal Etiuda i zaproponował nam, żebyśmy latali z normalnego lotniska. Nie ma mowy, wrócimy do Warszawy, jak Etiuda się na nowo otworzy. Napisz, proszę, że to nie nasza wina.

- A ja mogę złożyć skargę na Ryanaira?

- Proszę bardzo.

- Najpierw chciałam powiedzieć, że wylot się opóźnił o ponad godzinę.

- Ooo…

- Siedzieliśmy w poczekalni, minął czas odlotu i nie było żadnego komunikatu, co się dzieje. Czy oszczędzacie również na megafonie? No i trzecia sprawa. W rezerwacji nie ma informacji, z którego lotniska odlatuje samolot. Jedna starsza pani piechotą biegła z Terminalu II do Etiudy.

Michael chwyta ołówek i wykonuje jakiś bazgroł w notesie.

Uśmiecham się, bo na temat tego, jak Ryanair przejmuje się skargami pasażerów, krążą legendy. W niektórych gazetach powstały specjalne kolumny na opowieści pasażerów Ryanaira.

Angielka, która przez Ryanair straciła wakacje na Adriatyku i musiała dopłacić 160 funtów za wcześniejszy powrót do domu, złożyła skargę w biurze, na którą otrzymała odpowiedź, że Ryanair nigdy nie zwraca pieniędzy.

Kiedy jednak sprawą zainteresował się “The Guardian”, Ryanair szybko oddał 160 funtów i wysłał klientce kolejny list tłumaczący wszystko nieporozumieniem i wypominający jej, że nie musiała z tego powodu biec do prasy.

Bardziej zacięci byli jednak w przypadku niepełnosprawnego Boba Fossa, któremu kazano zapłacić 18 funtów za możliwość wjechania na pokład swoim własnym wózkiem inwalidzkim. Ryanair walczył o 18 funtów do upadłego, nawet gdy Foss wytoczył im proces. A kiedy Foss wygrał, Ryanair złożył apelację.

W Wielkiej Brytanii mówi się “Doing Ryanair” (ryanerować) - to znaczy decydować się na coś, co może być ciężkim przeżyciem.

Michael przez parę sekund intensywnie myśli nad odpowiedzią na moje zażalenia.

- A cena? - pyta w końcu.

- Nie była tak niska, jak reklamujecie, ale rzeczywiście tego dnia taniej bym nie przyleciała - przyznaję.

Autokrata z nożyczkami

Wynegocjował niższe ceny paliwa, ubezpieczenia, a nawet samolotów, które Ryanair wypożyczał od firmy-siostry GPA. Nic nie umknęło jego uwagi. Po co na przykład płacić za mapy lotnicze, na których jest narysowany cały świat, skoro latamy tylko po Europie? Co to za zwyczaj, że przy lada opóźnieniu stewardesy biegną do pasażerów z przeprosinami i fundują im kawkę i herbatkę? Po co dział cateringu i narady na temat koloru tacy, na której pasażerom serwuje się darmowe jedzenie? Po co w ogóle serwować jedzenie - pasażer może sobie zrobić na drogę kanapkę. Albo dobrze, serwować, ale za ekstra cenę.

Zaczął zwalniać ludzi. Tym, którzy zostali, obciął zarobki. Kto się nie zgodził, z miejsca wylatywał. W 1991 roku firma wykazała jednak po raz pierwszy niewielki zysk.

Na szkoleniu w Ameryce O’Leary’ego oświeciło, że europejskie samoloty za dużo odpoczywają. Po co półtorej godziny na płycie lotniska? Wystarczy 25 minut. Za dużo odpoczywają też stewardesy. Same mogą posprzątać w samolocie, po co zatrudniać sprzątaczy? A toalety wystarczy opróżniać co kilka lotów.

Podpatrzył, że pasażerowie dużo szybciej usadawiają się w samolocie, jeśli miejsca nie są numerowane. Zlikwidował business class. Samoloty powinny być wszystkie takie same, tańsza jest wtedy opieka techniczna. Dzięki zaoszczędzonemu czasowi możemy zwiększyć liczbę lotów. Stąd nowa zasada: jeżeli nie sprzedaliśmy wystarczającej ilości miejsc na lot o 18.30, to go odwołujemy. Pasażerowie lecą o 19.30.

Zamiast miłej atmosfery Michael O’Leary zaoferował pasażerom inną atrakcję, swoją własną osobę w roli klauna.

Którego innego prezesa linii lotniczych można spotkać na lotnisku przebranego za wielkanocne jajo albo gdy w czołgu z II wojny światowej, z pieśnią bojową na ustach, symuluje atak na stanowiska konkurencji?

Nowy kontrakt O’Leary’ego z Ryanairem mówił już o 25 proc. od każdej sumy, jaką firma zarobi powyżej 2 milionów. W 1994 roku O’Leary został prezesem Ryanaira, a w 1997 wprowadził firmę na giełdę.

Zgnij, Ryanairze

“Jak ja się cieszę, że już tam nie pracuję. Ominęło mnie chociaż to jedno upokorzenie, choć myślałam, że wciskanie ludziom kalendarza z roznegliżowanymi koleżankami stewardesami to przesada. To jednak było nic. Dzięki takim akcjom od czasu do czasu jakiś cham próbuje klepnąć w tyłek albo złapać za biust personel, a na skargę do szefa nie ma co iść. Zgnij, Ryanairze, i się rozpadnij”. Z portalu Gazeta.pl, gość: ex-CC, dotyczy seksu oralnego na pokładach Ryanaira

- Co sądzisz o Polakach, Michael?

- Fantastyczni. Ciężko pracują, są świetnie wykształceni, zupełnie jak my, Irlandczycy. W dodatku dobrze wyglądają. Oto dowód - zrywa się w kierunku regału i po chwili kładzie przede mną kalendarz na 2008 rok ze zdjęciami stewardes w strojach kąpielowych .

- Zgłosiło się 800 ochotniczek. A z 12 dziewczyn, które ostatecznie wybrano, cztery to Polki - podkreśla z szacunkiem.

Szybko przerzuca kartki z banalnymi fotkami, żeby pokazać trzynastą stronę, na której zamieścił zajawkę kalendarza, który rzekomo wydaje konkurencja - Aer Lingus. Na nim również jest zdjęcie kobiety w negliżu - tylko że jest to starsza dama.

- Niezłe co? - cieszy się Michael.

- Mogę zatrzymać?

- Nie, bo to mój ostatni egzemplarz. Chyba że dla reklamy w artykule. A to tak, chyba się znajdzie jeszcze jeden. W przyszłym roku też robimy kalendarz. Może dla odmiany będzie w nim ktoś z zarządu. Może jakiś chłopak. A może w ogóle zrobić coś dla gejów? “Jestem taksówkarzem i pamiętam, jak kiedyś podwoziłem pewną stewardesę Ryanaira po locie do hotelu. Była nieżywa ze zmęczenia. Po czterech godzinach przyjechałem po nią znowu, bo miała kolejny lot. Trudno się dziwić, że oni się nie uśmiechają, kiedy wchodzisz na pokład”. Czytelnik ryan-be-fair.com, Anglia

Arystokrata

Przez lata wydawało się, że nie ma w ogóle życia prywatnego. Był w pracy od szóstej rano, wychodził ostatni. Nie raz widziano go w biurze także w sobotę, a w niedzielę potrafił pomagać bagażowym na lotnisku albo osobiście sprawdzał paszporty w check-in.

W 1999 roku, na dzień przed zapowiedzianym ślubem z panną Denise Dowling, sekretarką syna znanego handlarza bydłem, uroczystość została odwołana. - Nie chcę o tym mówić. Denise ma prawo do prywatności. Jest za dobra dla mnie i tyle - skomentował ten fakt z zaskakującą jak na niego subtelnością.

Nadal mieszkał sam w posiadłości Gigginstown, którą kupił w Mullingar, niedaleko farmy swoich rodziców, remontując i powiększając zabytkowy dom z 1850 roku. Z powodów podatkowych zgodził się na otwarcie go dla publiczności przez 40 dni w roku. Niedługo trzeba było czekać na dziennikarza, który wściubił tam nos, udając turystę. Wkrótce w “Sunday Independent” ukazał się artykuł, w którym autor pokpiwał sobie z upchanych na ścianach portretów arystokratycznych “przodków” pana prezesa i z gry planszowej “Czy chcesz zostać milionerem?”, którą wypatrzył na półce w salonie.

O’Leary wściekł się i zamknął dom, rezygnując z ulgi.

Dopiero w wieku 41 lat ożenił się z finansistką Anitą Farrell. Mają dwóch synów. Kiedyś na pytanie, co jest najważniejsze w życiu, odpowiadał: biznes. Teraz mówi: rodzina.

- Czy twoi synowie przejmą po tobie kierownictwo firmy?

- Boże broń!

- Dlaczego?

- Bo to głupi biznes. Bardzo trudno tu zarobić. Nam się udało, ale większość linii traci, zamiast zarabiać.

- Jesteś człowiekiem sukcesu…

- Uhm.

- Jaka jest twoja definicja sukcesu?

- Mieć szczęście. Lepiej urodzić się pod dobrą gwiazdą, niż urodzić się bogatym. Bo jak masz szczęście, to i tak będziesz bogaty.

- A jaka jest w twoim przypadku cena sukcesu?

- Nie ma żadnej.

Wieśniak

“Po roku pracy dla Ryanaira popadłam w depresję. Bywałam tak zmęczona, że zasypiałam na krzesełku. Kazano nam płacić za mundury, za szkolenie oraz za chorowanie - 25 euro za dzień. I jeszcze zapomniałam dodać, że musieliśmy płacić za nasze neseserki podróżne i identyfikatory. Mają tanie bilety, bo kradną pieniądze nam. Podpisujemy kwit, że nie będziemy rozmawiać z mediami, a jeśli nabawimy się jakiejś choroby czy niedyspozycji w związku z pracą w Ryanairze, to nie będziemy zgłaszać żadnych pretensji”. Stewardesa, Anglia, ryan-be-fair.com

Polka Wanda (imię zmienione) pracowała dla Ryanaira dwa lata temu w Londynie: - Ludzie idą do pracy w Ryanairze, bo tam najłatwiej się dostać - mówi - no i jeśli człowiek jest w stanie harować 13 godzin dziennie, to rzeczywiście zarobi. Mnie najbardziej przeszkadzała chora atmosfera, szczucie ludzi na siebie. Na początku pracujesz wyłącznie na akord. Ale obiecują, że jak będziesz się dobrze sprawować, to przejdziesz na tzw. kontrakt, który daje pokaźną pensję zasadniczą. Wszystko może być powodem, żeby ci ten kontrakt sprzed nosa odsuwać. Wystarczy, że zachorujesz, albo, nie daj Boże, wspomnisz o zapisaniu się do związków zawodowych. Najszybciej kontrakt dostają ci, którzy się podlizują i donoszą na kolegów. Odeszłam po dziesięciu miesiącach i nie doczekałam się kontraktu. Płacono nam wtedy od lotów. Kiedy po uderzeniu pioruna utknęliśmy na 24 godziny na lotnisku w Wenecji, dostałam pieniądze za jeden lot, choć tego dnia miałam mieć cztery. W dodatku szefowa nie pozwoliła nam nawet wyjść z samolotu, żeby nie ryzykować kontaktu ze wściekłymi pasażerami. Nigdy nie poznałam pana O’Leary’ego osobiście, ale dla mnie ten człowiek to kwintesencja kapitalizmu - mówi z goryczą.

W 2005 roku Michael O’Leary na dowód, że jest jednym z największych płatników podatków, dał się sfotografować przed gmachem irlandzkiego rządu z wielkim czekiem na 14 milionów euro. Od października 2007, kiedy zmarł Tony Ryan, niepodzielnie już sprawuje władzę w firmie.

Jedynym jego zainteresowaniem poza pracą jest rolnictwo. Jeździ na traktorze, karmi konie, odbiera krowie porody. Jeden z jego byków dostał nawet kiedyś nagrodę, a jego zdjęcie ozdobiło gabinet dumnego właściciela.

- Taki byk ma superżycie! Nic, tylko je i płodzi dzieci. Tak będę żył na emeryturze - oświadczył w jednym z wywiadów.

“W głębi duszy O’Leary pozostał wieśniakiem. Prowadzi Ryanair tak, jakby przychodził na targ sprzedawać swoje krowy” - podsumowuje Siobhan Creaton, autorka nieautoryzowanej biografii Michaela.

- Na co wydajesz pieniądze? - pytam.

- Na nic - wzrusza ramionami. - I tak mam więcej, niż mógłbym kiedykolwiek wydać. Wystarczy mi świadomość, że nie muszę się o nie martwić. Pieniądze są ważne, gdy robi się pierwszy milion, no, powiedzmy pierwsze 50 milionów. Potem to już obojętnieje.

“W jedenastym miesiącu mojej pracy zostałam wylana bez podania żadnego powodu, mimo że byłam na kontrakcie. Dopiero teraz zaczynam rozumieć, że byłam jedną z osób, które po 11-12 miesiącach pracy stają się dla firmy nieatrakcyjne. Bardziej im się opłaca zastąpić mnie kimś nowym, kto od nowa zaciągnie 12-miesięczny kredyt za szkolenie. Chciałam pozwać ich do sądu, ale prawnik wyjaśnił mi, że pozywać mogą tylko pracownicy, którzy przepracowali minimum rok. Tym, co zostają, życzę szczęścia”. Była stewardesa, Słowacja, ryan-be-fair.com

Świat według Ryanaira

- Dużo ludzi cię nienawidzi. Jak się z tym czujesz? - spytałam na koniec.

- Nic mnie to nie obchodzi. - Michael wydyma usta w pogardzie. - Gdyby sukces Ryanaira zależał od mojej popularności, tobym już dawno wyleciał z roboty, cha, cha.

- Ale są też i tacy, co cię kochają.

- To też mnie nic nie obchodzi.

“Czytam tu wypowiedzi pracowników innych linii lotniczych, którzy cieszą się eleganckim traktowaniem przez swoich pracodawców. Bardzo fajnie. Ale to Ryanair zrewolucjonizował powietrzne podróże i pozwolił z nich korzystać ludziom o skromnych zarobkach, tak jak korzysta się z pociągu czy autokaru”. Czytelnik, Irlandia, ryan-be-fair.com

Zarzeka się, że nic nie zmusi go do zrezygnowania z niskich cen, które są marką firmy. Na rosnące ceny paliwa i opłat nawigacyjnych ma jedną odpowiedź. Po prostu nie lata. Niedawno zmniejszył liczbę połączeń z Dublina i ze Stansted pod Londynem. Oprócz lotów z Warszawy przerwie też prawdopodobnie połączenia z Krakowa i Rzeszowa.

- Trudno, najwyżej mniej zarobię - kwituje.

Ma z czego tracić. Dziś Ryanair przewozi rocznie ponad 50 mln pasażerów w 26 krajach Europy. Przymierza się do kupienia Aer Lingus. O’Leary zapowiada, że kiedyś zostaną największą linią na świecie. W 2007 roku ich zysk po opodatkowaniu wyniósł 401 milionów euro. Mówiąc o tych, co kochają Michaela, miałam na myśli przede wszystkim akcjonariuszy Ryanaira.

Wieczorem, po powrocie do Polski, odbieram maila: “Droga Kate, dziękuję ci bardzo za dzisiejsze spotkanie i mam nadzieję, że znalazłaś materiał na interesujący i wartościowy artykuł. Przyjmij, proszę, przeprosiny za jednogodzinne opóźnienie wczorajszego lotu. Winę ponosi Air Traffic Control (kontrola powietrzna) w Dublinie, przez którą samolot wyleciał z opóźnieniem po was do Warszawy. To kolejny dowód na to, że jeśli pozwolisz państwu (kontrola powietrzna) prowadzić cokolwiek, to nie ma prawa się udać.

Wszystkiego najlepszego Michael O’Leary”.

Źródło: Duży Format

/L/

Wiecej o Ryanair >>>

Ryanair wyśmiewa włoskiego ministra

Ryanair
Rząd wspiera wysokie taryfy Alitalii, popiera częste strajki Alitalii, ma gdzieś włoskich pasażerów – taki podpis znalazł się pod zdjęciem przedstawiającym jednego z włoskich ministrów z wyciągniętym do góry środkowym palcem w najnowszej reklamie linii Ryanair.

W najnowszej reklamie Ryanaira wykorzystano wizerunek włoskiego ministra ds. reform, Umberto Bossiego z Ligi Północy. Minister pokazał do kamer wyciągnięty środkowy palec w czasie odgrywania włoskiego hymnu państwowego.

W tym samym czasie, kiedy w reklamie Ryaianr szydzi z dofinansowania nierentownych linii Alirtalia, premier Silvio Berlusconi ogłosił, że znaleziono kapitał na dofinansowanie upadającego od wielu miesięcy przewoźnika.

Na podstawie wirtualnemedia.pl

/KY/

Wiecej o Ryanair >>>

Remont pasów w szczycie sezonu

PLL LOT
Państwowe Porty lotnicze w środku sezonu nakazały modernizację pasów
startowych na Okęciu. Efektem są spóźnione i odwołane loty, samoloty huczące nad
osiedlami i ogólny chaos.

Wiecej o PLL LOT >>>

Ryanair może wybrać Pyrzowice

Ryanair
Ryanair prawdopodobnie przeprowadzi się z Krakowa do Katowic. Dla lotniska Pyrzowice oznaczałoby to dodatkowe 600 tys. pasażerów.

Ryanair z Balic lata do Birmingham, Dublina, Edynburga, Glasgow, Liverpoolu, Londynu, Mediolanu, Nottingham, Shanon oraz Sztokholmu. Nieoficjalnie mówi się, że wszystkie te połączenia irlandzki przewoźnik chciałby przenieść do Pyrzowic. 

Władze portu Balice dementują jedna te informacje, twierdząc, że wszystkie te plotki to tylko element presji Irlandczyków, którzy chcieliby wynegocjować niższe stawki lotniskowe. Faktem jest, że Pyrzowice są dziś tańsze od krakowskiego konkurenta.

Linie lotnicze muszą płacić dwa rodzaje opłat: terminalową, ustalaną przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej, oraz lotniskową, ustalaną przez porty lotnicze. Ta druga stawka uzależniona jest od liczby wylatujących pasażerów. W Krakowie wynosi ona 48 zł, w Pyrzowicach - 32 zł za jednego pasażera. Dzięki przenosinom do Katowic Ryanair zyskałby milion złotych rocznie. 

Na podstawie Gazety Wyborczej

/KY/

Wiecej o Ryanair >>>

Opłaty lotniskowe zniechęcają Ryanaira do Polski

Ryanair
Wiceprezes linii Ryanair Michael Cawley powiedział, że przewoźnik nie ma planów wycofania się z Polski. Jeżeli jednak nie zostaną obniżone opłaty lotniskowe, Ryanair zawiesi kolejne rejsy.

Ryanair do tej pory zapowiedział zawieszenie lotów z lotniska Stansted pod Londynem do Krakowa i Rzeszowa od 4 listopada do 19 grudnia br. oraz uruchomienie nowego połączenia ze Stansted do Katowic od 21 grudnia br. Ponadto od 26 października linie lotnicze zamykają połączenie Warszawa - Dublin.

Ryanair postuluje jednocześnie zmniejszenie opłat lotniskowych w polskich portach. Jak mówi Cawley, w 2008 roku opłaty za start i lądowanie wzrosły w Polsce o 960 proc. W 2008 r. mają wzrosnąć o kolejne 40 proc. Wysokość opłat jest m.in. powodem wstrzymania negocjacji o utworzeniu bazy w Polsce. 

Na podstawie Rzeczpospolitej

/KY/

Wiecej o Ryanair >>>

Linie lotnicze przetrwały kryzys

Linie lotnicze2
W ciągu ostatnich dziesięciu dni baryłka ropy naftowej potaniała o 20 dolarów. Cieszą się linie lotnicze, ekonomiści mówią, że najgorsze już za nami. Niebawem powinny potanieć bilety lotnicze.

Ceny akcji europejskich linii lotniczych poszybowały w górę. Akcje Air France/KLM podrożały o 5,65 proc, British Airways, Iberii i Lufthansy o ponad 3 proc., a skandynawskiego SAS aż o 15 proc. Jeżeli utrzyma się zniżkowy trend na rynku ropy, klienci powinni już niebawem kupować taniej bilety. 

Na podstawie Rzeczpospolitej

/KY/

Wiecej o Linie lotnicze2 >>>

Ryanair wzywa Polski Rząd do cofnięcia podwyżek opłat

Ryanair
Warszawa, 24 lipca 2008, Ryanair, nr 1 wśród tanich lini lotniczych w Europie, wezwał polski rząd do interwencji w sprawie ogromnych podwyżek cen obsługi ruchu lotniczego wprowadzonych przez Polską Agencję Żeglugi Powietrznej (PAŻP) nałożonych na linie lotnicze operujące w Polsce.

Wraz z przystąpieniem PAŻP do organizacji EUROCONTROL i wdrożeniem regulacji UE nr 1794/2006, podjęto „racjonalizatorską“ decyzję o zmianach w systemie opłat obowiązujących w ruchu lotniczym w Polsce. Wprowadzono znaczącą zniżkę dla ruchu tranzytowego w polskiej przestrzeni powietrznej, a gigantycznie, bo aż o 960 %, podniesiono opłaty za start i lądowanie na lotniskach. Ponadto, PAŻP już zapowiedziała kolejną podwyżkę o 40% planowaną na przyszły rok.
Tym samym PAŻP, kosztem polskiej gospodarki, wspiera rozwój Rosji, Chin i krajów Dalekiego Wschodu. Mimo, że zostało dowiedzione, że rozwój transportu lotniczego bardzo pozytywnie wpływa na stan polskiej gospodarki, to PAŻP zdecydowała się na nałożenie nieuzasadnionego podatku w wysokości 20 milionów euro na linie lotnicze lądujące i startujące z polskich lotnisk. Decyzja ta została podjęta w bardzo trudnym momencie dla kondycji całego transportu lotniczego.

Odnosząc się do zmian opisanych powyżej, Michael Cawley, wiceprezes Ryanair, powiedział dzisiaj w Warszawie:

„W czasie, gdy polski rząd stara się zapewnić swojemu krajowi ciągły wzrost gospodarczy, jedna z agend rządowych podejmuje działania stojące w jawnej sprzeczności z taką polityką. Decyzja PAŻP o dziesięciokrotnej podwyżce opłat obsługi ruchu lotniczego na polskich lotniskach, na pewno będzie miała znaczący wpływ na wyhamowanie wzrostu gospodarczego Polski. W tym momencie trudno nawet znaleźć słowa komentarza do kolejnej 40-procentowej podwyżki zapowiedzianej na przyszły rok.

Ryanair wzywa polski rząd, aby wpłynął na zmianę decyzji podjętych przez PAŻP, które ewidentnie mają na celu zastopowanie rozwoju ekonomicznego i powstrzymanie wzrostu ruchu pasażerskiego na polskich lotniskach regionalnych.

Ze swojej strony, Ryanair zdecydował się na wstrzymanie wszelkich negocjacji z regionalnymi portami lotniczymi w sprawie utworzenia zapowiadanej w Polsce bazy. Wzrost kosztów spowodował, że wiele istniejących i planowanych połączeń przestało być dla nas rentownych. Jest to równoznaczne z faktem, że w Polsce nie będzie żadnej bazy Ryanair do czasu zmiany decyzji o wprowadzeniu podwyższonych opłat. Dzisiaj zawieszamy rozmowy na temat potencjalnej bazy z pięcioma polskimi miastami. Jako druga, co do wielkości linia lotnicza działająca w Polsce, która przez ostatnie trzy lata każdego roku notowała 50-procentowy wzrost liczby pasażerów i obecnie obsługuje 2,3 miliona podróżnych z Polski, zawsze podkreślaliśmy potrzebę redukcji kosztów i zwiększenia efektywności działań. Miało to służyć rozwojowi rynku lotniczego, a tym samym przyczynić się do wzrostu gospodarczego kraju. Bezprecedensowa podwyżka wprowadzona przez PAŻP jest dla nas nie do zaakceptowania. Uważamy, że w sposób bezpośredni negatywnie wpłynie to na politykę mającą na celu wzrost ekonomiczny Polski.

Linie Ryanair będą nadal rozwijały swoją działalność w krajach oferujących konkurencyjną politykę cenową. Obecnie nie widzę wśród tych krajów Polski.”

/L/

Wiecej o Ryanair >>>

40 Euro w dół na cenach biletów powrotnych

Ryanair
Ryanair przedłuża swoją promocję cenową, która daje Ci upust 40€ dla biletów na loty powrotne! Oferta ta obowiązuje na ponad 200 połączeń międzynarodowych!

Rezerwacji możesz dokonywać do północy, w czwartek 24 lipca.

Sprawdź również najnowsze połączenia Irlandzkiego przewoźnika - w ofercie nowe ceny i nowe trasy.

Wejdź na www.ryanair.com

/L/

Wiecej o Ryanair >>>